piątek, 11 maja 2018

WIshlista z Zaful.com

Witajcie!

Dziś czas na cuda z Zaful.com

Oto co bym chętnie przygarnęła:

a) kombinezon w paski:

Off The Shoulder Striped Romper - Blue Stripe S
Klik!
b) biała sukienka:

Off The Shoulder Mini Sun Dress - White S
Klik!


c) lawendowy top:

Ribbed Crop Knot Tee - Lavender Blue M
Klik!


Dla przypomnienia:

a) kombinezon w paski: Klik!
b) biała sukienka: Klik!
c) lawendowy top: Klik!

A Wam co się najbardziej podobało z tych rzeczy z Zaful.com?

Kathy Leonia

środa, 4 kwietnia 2018

Za wcześnie, za szybko

Nie jestem w gorącej wodzie kąpana.

Kiedyś, może i byłam narwana, chcąc wszystko na "już", ale teraz, przed wiekopomną 30-stką, łapię się wielokrotnie na tym, że mój wewnętrzny chaos i pęd się uspokoił i wyciszył.

Wolę chłodny strumień czasu, który przepływa jednostajnie i płynnie, nie burząc niczyjej harmonii.

Dlatego, jeśli coś się dzieje za szybko, niszcząc moją koncepcję naturalnej kolei rzeczy - denerwuje mnie to niezmiernie.

XXX

Czemu o tym wspominam?

Ano temu, że szanowny osobnik wspomniany w poprzednim poście wszystko chciałby od razu.

Tu pojedziemy, to zrobimy, to zjemy/wypijemy.

Z początku miło było słyszeć jakie to wielkie plany ma w zanadrzu, ale gdy to zaczęło być wręcz codziennie, do tego nienaturalne i natarczywe, od razu zapaliła się we mnie lampka ostrzegawcza, każąca dyskretnie, acz stanowczo zdystansować się do tej całej relacji.

I gdy tylko ochłonęłam nieco z pierwszego zauroczenia, doszło do mnie, że tak naprawdę nie chce ładować emocji swych ani angażować się w coś takiego.

To nie jest ta przysłowiowa opoka, której obecnie tak potrzebuję, ale kruchy lód, granat, który może wybuchnąć w każdej chwili.

A to mi akurat w tym momencie jest najmniej do szczęścia potrzebne...

piątek, 9 marca 2018

Jak grom z nieba

To, co ostatnio mi się przydarzyło, nadawać by się mogło iście do scenariusza jakiegoś soczystego romansu kolumbijskiego.

Wiecie, takiego z milionem wątków pobocznych, dziwnych zwrotów akcji, nieplanowanych sytuacji i pokręconych zachowań.

Otóż nagle, nieświadomie, całkowicie niechcący spadło na mnie zauroczenie.

I to w sumie od pierwszego wejrzenia.

Jakkolwiek to brzmi i jakkolwiek to jest pokręcone i paradoksalne - przecież jeszcze nie tak dawno serce me złamano i miałam odruch wymiotny na samą myśl o facetach w kolorze włosów blond - nic z tym nie poradzę.

Stało się i już.

Wystarczyło spojrzenie, uśmiech, zapach i rozmowa, która napędzała się sama.

A potem to już poszło.

XXX

Ziomki z pracy się śmieją, że tego wiekopomnego dnia nawąchałam się byłam jakiejś kocimiętki czy czegoś w ten deseń podobnego, stąd też doznałam owej nagłej iluminacji.

Ale nie.

Całkowicie będąc w stanie trzeźwości umysłu, na widok obcej osoby, co przyszła podpisać umowę za statystowanie w serialu, poczułam energię.

Jakby jakaś dobra fala przepłynęła przeze mnie na wskroś, lecząc momentalnie całą wcześniejszą uczuciową historię.

Dodam, że ów prąd był wzajemny.

XXX

Ciężko na razie mówić o jakiś deklaracjach czy planach na dalszą przyszłość.
Poznajemy się dzień po dniu i uczymy siebie nawzajem.
A co będzie dalej - czas pokaże.

poniedziałek, 12 lutego 2018

Dzień za dniem.

Od feralnego spotkania i łamiącej mi serce rozmowy mijają dwa tygodnie.

Czy jest mi lżej?
Czy zapomniałam?
Czy zobojętniałam?

Ciężko powiedzieć, zwłaszcza, jeśli coś podświadomie przez ponad pół roku czasu brało się za pewnik, któremu poświęcało się każdą wolną myśl i bicie serca, a okazało się być pustym balonikiem bez cennego powietrza...

Staram się nie rozpamiętywać każdej rozmowy czy wymiany wiadomości, dumając bezsensownie, co wtedy mogłam powiedzieć/napisać lepiej, bardziej interesująco, żeby zmienić bieg wydarzeń na ten bardziej przychylny sercu memu.

Ot głupie dylematy...

Powiecie, że na złamane wnętrze najlepsza nowa miłość?
Że świeży związek uleczy stare rany?
Że czas zamknąć przeszłość na klucz?

O ludzie, gdyby tylko tak łatwo było zakochać się na nowo i nie pamiętać.

Normalnie ten, który by odkrył owe panaceum, zasługiwałby na Nobla.







środa, 31 stycznia 2018

Nie ma miłości

Zaczynam się poważnie zastanawiać co u licha jest ze mną nie tak.

Czy mam w sobie jakieś dziwnie oprogramowanie, które każe mi zakochiwać się w tych najbardziej niedostępnych?
Czy moje serce funkcjonuje na zasadzie, a tego i tak mieć nie będziesz, bo ma Cię w poważaniu, to hajże poczuj dreszcze do niego?
Czy mój mózg nie potrafi pojąć, że przeznaczenie i zauroczenie i nieśmiałe budowanie relacji krok po kroku to tylko w bajkach?

Ano dobrze się domyślacie.
Znowu emocjonalnie dostałam po dupie.
I to do szpiku kości, do głębi trzewi, do sedna myśli.

Nie ma nic i nie było.
I nie będzie.

Podobno nie ma sensu nawet próbować.
A wszystko to, co ewentualnie by mogło być, sobie zwizualizowałam/wymyśliłam/dopowiedziałam.

Tak więc po ponad pół roku egzystencji w wizji artystycznej o miłości, przeznaczeniu i Wielkim Zauroczeniu, dostałam zimny prysznic, kawę na ławę, kropkę nad i.

O moja głupia naiwności...

XXX

Tym oto sposobem przestałam wierzyć w miłość.

Wracam do dawnej, wyrachowanej siebie, która nawiązuje relacje związkowe z kimś, kogo po prostu lubi.

Nie ma miejsca na sentymenty.









niedziela, 19 listopada 2017

Regresem

Postawiłam wszystko na jedną kartę.
Jeśli nie teraz to kiedy, mówiłam sobie.
Co mi szkodzi, myślałam.
Lepiej mieć to już za sobą, sądziłam.
Napisałam jako Ja, ta prawdziwa, nie Internetowa, sugerując konieczność rozmowy w cztery oczy.
Zdziwienie, zaskoczenie, niedowierzanie.
Aż wreszcie olśnienie.
Już wie z kim toczył tak namiętne konwersacje…
I co?
Ano bez zmian.
Bowiem z ową wiedzą nie zrobił – nie robi – nic…
Ot raptem kilka sms wyjaśniających, pobieżne ustawienie się na spotkanie „kiedyś tam”.
A potem znowu cisza…
Czekałam.
Dzień, dwa.
Tydzień, drugi.
Aż w końcu powiedziałam sobie dość.
Czas ogarnąć się i otrząsnąć z tego snu.
Bo ile można karmić się słowami z smsów?
Doprawdy, nie mam już sił znowu być stroną inicjującą.
Zmęczyłam się tą walką o zainteresowanie, uwagę, pożądanie.
Zapowiadało się na coś godnego fajerwerków, toastów o północy i okrzyków triumfu na szczytach górskich.
Jak to się skończy?
Tego nie wie nikt…

niedziela, 29 października 2017

W amoku

Słowa i myśli dalej się kłębią we mnie niczym buzujący wulkan w antycznych Pompejach.
Po tamtej długiej przerwie i ciągłym patrzeniu na telefon, w końcu się odezwałeś, ale teraz mijają kolejne dni a Ty znowu milczysz…
Cisza zaczęła się od momentu, w którym zaproponowałam spotkanie.
Bo tak chyba by było najlepiej – w końcu zrzucić namiastkę Internetowej anonimowości, przyjąć na klatę fakt wcześniejszego zatajenia tożsamości i stanąć z Tobą twarzą w twarz, konfrontując te wszystkie kłębiące się emocje i niedokończone zdania.
Byłam przekonana, że podejmiesz wyznanie i wreszcie to co było nienazwane, stanie się faktem dokonanym tu i teraz.
Nie wiem więc tym bardziej jak interpretować ową ciszę z Twojej strony.
Czy to oznaka, że nie chcesz konfrontacji, woląc dalej zachowywać pozór, że nie znamy się na żywo?
Czy też stwierdziłeś, że dalsze działanie jest bez sensu i lepiej wszystko zamknąć, zanim się tak naprawdę zaczęło?
A ja płonę sama w sobie, przygnieciona i przytłoczona tym wszystkim…
Bo czuję, że to te prądy, te dreszcze, to gorąco nie były wytworem mojej wyobraźni, tylko czymś prawdziwym, czymś co zostało wskrzeszone i odrodzone z popiołów…
Nie możesz teraz pozwolić na to, by to wszystko poszło na marne…
Nie tym razem…