piątek, 17 kwietnia 2015

Miły, nieznajomy mój…

Jest dziwnie.
Tak obco, wciąż daleko, lecz jakby coraz bardziej swojsko zarazem.
Jakby ów proceder gry w głodną rybę i kuszącą przynętę, unoszącą się w toni wodnej, miał trwać w nieskończoność…
Ot mijamy się dalej.
Dzień po dniu, noc po nocy, zajęcia po zajęciach.
Sporadyczna rozmowa, uśmiech ocieplający serce, przelotny dotyk wywołujący dreszcz i tęsknotę zarazem.
I te oczy.
Głębokość spojrzenia, onieśmielenie, rumieniec.
Wydech i wdech.
I od nowa, kolejny raz, kolejne dwa, trzy dni w tygodniu…
Wyrywam się do tych rozmów, spojrzeń, niby przypadkowych spotkań czy muśniętych rąk.
I czekam zachłannie na więcej znaków…
XXX
Tonę w niepewnościach i próbie rozwikłania zagadki własnych myśli.
On to, czy nie On?
Ten, o którego winnam walczyć, by nie zniknął jak inni Idealni, nie rozpłynął się jak kamfora?

sobota, 21 marca 2015

Na nowy czas

Wiosna, wiosna!
Radość i wesele, szczęście i energia.
Do działania, do zmian, do pędu ku marzeniom.
Zakasuję więc rękawy i idę walczyć.
O nową pracę, o nowe wyzwania, o nowe znajomości.
Będzie dobrze.
Ja to wiem.

piątek, 20 lutego 2015

Karuzela…

Mógłbyś być moim młodszym bratem czy równie dobrze psotnym kuzynem, synem ciotki i wuja.
Moglibyśmy się razem bawić na imprezach rodzinnych, grać w berka, chowanego i spędzać ze sobą czas.
Ot po prostu, normalnie, zwyczajnie, jak brat ze starszą siostrą…
Ale traf chciał inaczej.
Przybyłeś znienacka, pojawiłeś się tak nagle i od razu, od pierwszego wejrzenia, kiedy tylko wypowiedziałeś imię swe, wywróciłeś mi życie emocjonalne do góry nogami.
Namieszałeś mi w głowie.
Rozwaliłeś zamknięte na trzy spusty sejfy prowadzące głęboko w dal aż do otchłani serca.
Teraz na Twój widok, nawet przelotny, robi mi się gorąco, czuję dziwną słabość. Ręce i nogi zaczynają drżeć mimowolnie, a na twarz wypływa zdradliwy rumieniec…
Jakie to paradoksalne.
Od pierwszego wejrzenia tak się dać omamić?
Przecież nic o Tobie nie wiem.
Cóż znaczy kilka słów zamienianych na szybko dwa razy w tygodniu, kiedy spieszysz się na zajęcia?
Jakim sposobem tych parę momentów rozmowy zadecydowało o tym, że lgnę do Ciebie jak osa kuszona słodkim nektarem?
Staram się panować nad sobą, ogarniać te niewyjaśnione porywy gorąca i wzruszenie, ale nie potrafię, nie mogę.
Śnisz mi się po nocach, widzę Ciebie w wizjach naszych wspólnych rozmów i bytowania jako para ramię w ramię…
Czyżby to były znaki?
Czyżbym miała walczyć o to?
Zrobić ten pierwszy krok?
To nie jest problem.
Wiele razy czyniłam przecie podobnie…
Najtrudniej jednakże przekonać samą siebie, że te 5 lat różnicy wiekowej jest tylko nieistotną i nikomu nie potrzebną informacją w urzędach do wiadomości podawaną…
XXX
Na karuzeli jestem.
Raz wznoszę się w nadziei, raz opadam podobnie na doł…

piątek, 6 lutego 2015

O życiowych ciapach…

A. jest jedynakiem.
Nie pracuje, nie uczy się.
Siedzi w domu i gra na komputerze całe dnie.
Czasem wyjdzie na imprezę z kumplami, czasem zorganizuje sam jakieś spotkanie towarzyskie.
Jest mu dobrze, ciepło i smacznie.
Oboje jego rodziców żyje, mają się zacnie.
Pracują, zarabiają nieźle, mogą utrzymywać synalka.
Obiadek mu ugotują, ubrania popiorą, wysprzątają dom, pieniądze dadzą na przyjemności…
Powiecie normalna kolej rzeczy – rodzice przecie pomagają dzieciom…
Z tymże owe dziecko nie ma lat 10 tylko 28.
Owszem miło jest siedzieć w domu z rodzicami, którzy o wszystko się zatroszczą i wszystko zrobią za Ciebie, ależ ile można?
Najwyższy czas by ogarnąć się życiowo i coś zacząć ze sobą robić.
Myśleć o przyszłości, iść własną drogą, zadbać o siebie.
Lata mijają, czas pędzi nieubłaganie…
Mama i tata nie będą żyli wiecznie…
Co zrobi taki A. jeśli w porę się nie obudzi?
Cóż – wyrośnie na życiową ciapę.
Nieudacznika, który nie mogąc poradzić sobie w życiu, zacznie zapijać smutki dnia codziennego, lądując finalnie w ośrodku odwykowym…
Świetlana przyszłość doprawdy.
Z pewnością tego pragnie każdy rodzic dla swego dziecka…
XXX
Dopóki walczysz o siebie, jesteś królem w grze życia.
Poddajesz się – wylatujesz niczym zbita figura szachowa z planszy.

sobota, 3 stycznia 2015

O roku ów…

2014 rok miłosiernie nam pasujący poszedł w siną dal.
Przed nami nowa era, nowy czas – nastało panowanie 2015 roku.
Jaki będzie?
Czy przyniesie spełnienia pragnień i marzeń naszych, czy otumani nas bezlitośnie, ciskając strugami beznadziei i ułudy?
Oby był jednakowoż lepszy…
Liczę i wierzę w to mocno, mocno.
Chcę bowiem spokoju, chcę stabilizacji, chcę życiowego ogarnięcia.
W końcu 27 lat, jakie skończę w lipcu, nie jest już wiekiem młodzieńczym.
Pora mi iść własną drogą, ku realizacji siebie samej…
Bez balastu przeszłości.
Bez echa niepowodzeń.
Bez krzyku żałości.
Za to z siłą, odwagą i przekonaniem, że jeśli czegoś bardzo chcę -  się to zmaterializuje i spełni.

sobota, 13 grudnia 2014

Paranoja drogowa…

Czwarte podejście do prawa jazdy się zakończyło porażką.
Podobnie jak trzy poprzednie.
Czuję złość na wszystko i wszystkich, ale głównie na samą siebie za rozemocjowanie, za niewyspanie, za stresowanie się, za robienie głupot na egzaminie…
Trafiła mi się bowiem ta sama egzaminatorka co wcześniej.
Dostałam identyczną trasę.
I – o ironio losu – zrobiłam podobny błąd jak na podejściu trzecim.
Ot błahostka – wjazd do bramy przodem i zawrót tyłem.
Ucieszona, że przecie to wszystko wiem i umiem, zagapiłam się, zatraciłam, nie zauważyłam jadącego zza przeciwka auta i – cofając – wymusiłam na owym pojeździe pierwszeństwo.
Zamiast uspokoić się, zatrzymać, ochłonąć i poprosić o drugą próbę zrobiłam z siebie debilkę drogową…
A tymczasem wysiadłam z auta z wynikiem negatywnym.
Gotuję się w sobie.
Zewnętrznie i wewnętrznie.
Zastanawiam się w ogóle, czy dalsze podejścia mają sens.
Czy nadaję się w ogóle na kierowcę, skoro tak prostego manewru, ćwiczonego stokroć, nie umiem zrobić poprawnie…

sobota, 8 listopada 2014

Potyczek drogowych ciąg dalszy…

I nie zdałam tego głupiego egzaminu szosowego. Oblałam nie raz, ale już dwa razy…
Pierwszy raz przez stres i 10 cm wystającego nieprawidłowo boku auta zza linii w tzw. rękawie, drugi raz – przez wariata drogowego, co mi drogę zajechał.
Myślałam, że to już będzie za mną, że się uporam z tym jak najszybciej i będę miała z głowy.
No i dupa i nie się nie udało…
Muszę czekać na kolejny termin.
Wydać następne pieniądze.
Co za paranoja w tym kraju się dzieje, to zakrawa o pomstę do nieba.
Żeby młody człowiek, po studiach, wypruwając żyły i harując za najniższą krajową, musiał jeszcze wydawać grube tysiące na papierek plastikowy, pozwalający na prowadzenie auta i to jeszcze z ograniczonym terminem ważności.
Niby że względy bezpieczeństwa, że badania, że sranie w banię.
Co z tych ostrożności, skoro jak byli pijacy i wariaci drogowi tak będą?
Czemu nie ma po prostu kar surowszych i mandatów większych, tak jak jest w USA?
Piłeś, przekroczyłeś prędkość, miałeś stłuczkę – płacisz np. 10000 zł i tyle.
Masz nauczkę i więcej nie wsiądziesz za kółko po %.
A w Polsce?
Piłeś, dasz łapówkę 50 zł, jesteś posłem/senatorem/artystą masz immunitet, znajomości.
I jeździsz dalej zadowolony łamiąc przepisy drogowe, i wymyślając paradoksalnie nowe ustawy o zmianach w ruchu drogowym.
ZGROZO!