niedziela, 22 sierpnia 2010

9.pokomplikowało się

Tak tak to znowu ja.
Nie pisałam od ponad (o matko i córko!) miesiąca bodajże…
Nie wiem czy powinnam się tłumaczyć konkretnie, czemu mnie tu tak mało, bo niektórzy z was na pewno wiedzą, tudzież domyślają się tejże nieobecności. Wszystko bowiem zaczyna się i kończy na kwestii zmiany miejsca owej pisaniny mojej.
Przeprowadzka adresu bloga (bo to o tym mowa), jaka nastąpiła kilka miesięcy temu pod głupim impulsem i kwestią chwili, była chyba jedną z gorszych decyzji jakie postanowiłam w przeciągu ostatniego czasu.
Na karię18 chciało mi się wchodzić, chciało mi się pisać, komentować was i nasze notki. Miałam chęć do istnienia blogowego i mnóstwo weny do kolejnych postów.
Jako Idalia88 rzec muszę szczerze, że się wypalałam.
Blogowo sie wypalałam.
To już nie to samo co dawniej.
XXX
Spytacie się pewnie dalej co u mnie słychać.
Ano wiele rzeczy się pozmieniało i pokomplikowało jak głosi tytuł.
Nie zawsze uśmiech ostatnio gości na mej facjacie. Pojawiły się chwile gorsze, chwile złości i nerwów, które aby przeminąć potrzebują czasu.
Co do pracy wakacyjnej i ona dobiegła końca. I mimo wszystko powiem wam iż podobało mi się bardzo. Żałuję że me zastępstwo w perfumeryjnej spółce dobiegło końca.
Źle oceniłam to na początku. Teraz mogę z przekonaniem rzec iż to była praca marzeń.
Marzeń z lat dziecinnych i nastoletnich.
XXX
Teraz jeśli chodzi o mą dalszą twórczość jako Idalia.
Powrócę na pewno na stale.
Nie mogę skasować tego bloga.
Za dużo wspomnień, za dużo myśli moich się tu przeplatało.
W końcu 18 czerwca minęła 4 rocznica mej twórczości w sieci.
Skrycie się wam przyznam że nęci mnie powrót na stare śmiecie (jako karia18), do starych podpisów pod notkami, do starych nawet szablonów, wśród których przez ponad rok prym wiodła pewna pomarańcza.
Tęsknię za tym blogowym światem, za wami, nawet za wyróżnieniami Onetowskiej braci, których to też niemało się doczekałam.
Nęci mnie powrót do przeszłości blogowej jako karia18 nawet nie wiecie jak bardzo…
 

wtorek, 13 lipca 2010

8. „praca marzeń”

W perfumerii chciałam pracować od zawsze.
To było jedno z moich nastoletnich marzeń.
Pamiętam ilekroć wchodziłam do jakiegokolwiek sklepu drogeryjnego wpadałam w trans i zaczynałam namiętnie testować na swej osobie niezliczone ilości kremów, blyszczyków, tuszów do rzęs, cieni do powiek czy perfum.
Ciężkie życie miały ze mną sprzedawczynie takowej perfumerii, gdyż jak już weszłam to nie mogłam wyjść i na pytania o pomoc czy doradztwo reagowałam zawsze burknięciem.
Byłam w swoim żywiole, gdyż na punkcie kosmetyków mam i miałam bzika.
XXX
Nigdy jednakże nie przypuszczałabym że to marzenie się spełni.
Nie sięgałam w mych ambicjach aż tak wysoko jeśli chodzi o zatrudnienie wakacyjne.
Od kilku tygodni szukałam pracy obojętnie jakiej.
Już zrezygnowana chciałam się poddać i pozostać w statusie osoby „bezrobotnej wakacyjnie” gdy wtem stał się cud. Dzięki niespodziewanej interwencji Tymczasowej Agencji Pracy (którą również odwiedziłam), dostałam telefon że jedna z perfumerii mego miasta potrzebuje kogoś takiego jak ja, jako pomocy w sklepie. Z bliższych szczegółów wynikało dalej że jedna z tamtejszych pracownic wylądowała w szpitalu i miejsce po niej zostało puste.
Na miesiąc.
Nie wierzyłam własnym uszom.
Ja i perfumeria!!!
Jak na skrzydłach leciałam na rozmowę z szefową… i oczarowawszy ją (jak się dobrze domyślacie) zostałam przyjęta.
XXX
I tak oto od prawie tygodnia pracuje w perfumerii jako panna do pomocy.
Moja pomoc ogranicza się do pięknego uśmiechu, wyginania od czasu do czasu bioderkami i zalotnego chodu, aby tymi kobiecymi sztuczkami zachęcać miłych klientów do kupna najdroższych rzeczy.
Cóż, mimo wszystko nie tak wyobrażałam sobie ową pracę marzeń.
Byłam przekonana że mam doradzać ludziom, a nie tylko ich przyciągać do kupna.
Na moje delikatne zastrzeżenia co do roli przeze mnie wykonywanej, szefowa stwierdziła że od handlu są konsultantki a od promocji i przyciągania ja.
Dziwne.
To zabrzmiało tak jakby inne panny sklepowe, będące przecie kobietami, nie potrafiły nikogo zachęcić do kupna, tylko aż potrzebowały do tego mnie.
XXX
Zatem wabię ludzi, nęcę i wodzę na pokuszenie kupna.
I powiem wam że nawet mi się to podoba.
Podobałoby mi się jeszcze bardziej gdyby nie okropna atmosfera w sklepie.
Panny sklepowe zainteresowane są głównie plotkami na różne życiowe tematy typu „ach jakie sobie tipsy piękne zrobiłam wczoraj!”. W owych bogatych konwersacjach towarzyszy im ochroniarz ( jakieś 160 w kapeluszu), którego ulubioną rozrywką jest mówienie słowa na k* i h*.
Atmosfera jest okropnie sztuczna, dziewczyny niby są miłe dla mnie, ale wiem że nie podoba im się iż zabieram im klientów, co się skusili na moje wdzięki. Szkoda tylko że nie mogą zrozumieć że mi się sprzedaż nie liczy do pensji, a to co sprzedam trafia i tak na konto kierowniczki.
XXX
Poruszę jeszcze kwestię pensji.
Liczyłam że zarobię ok 1300 zł.
Przeliczyłam się.
Za niepełny wymiar godz. i pracę nieregularną otrzymam jakieś 700 zł.
Cóż dobre i to.
XXX
Jak widzicie marzenia owszem się spełniają.
Ale ich tor realizacji różni się nieco od naszego „widzimisię”.
  
Nie odwiedzam was bo czasu brak.
Zrozumcie.

sobota, 3 lipca 2010

7. pani licencjat

Witajcie po przerwie!
Spieszę was powiadomić o nowinie wspaniałej.
Mianowice ukończyłam chwalebnie trzyletni okres studiowania FP, i obroniwszy pracę dyplomową uzyskałam tytuł licencjata.
Ciekawi mnie tylko jak się teraz do mnie zwracać powinno?
Pani licencjat?
Pani licencjatka?
Czy po prostu pani lic.?
Cóż uzgodnijcie to między sobą już.
XXX
Co do samej obrony mogę powiedzieć tylko tyle że była bardzo przyjemna.
Podyskutowałam sobie z szanownym „jury” na tematy niekoniecznie związane z tematem mojej pracy. Ba, zagadałam nawet całą komisję o trudnym dzieciństwie Mickiewicza, i usłyszałam zaraz po tym miły komplement iż naprawdę „czuję swój temat”.
Wyszłam z egzaminu dyplomowego z wielkim uśmiechem i satysfakcją.
XXX
Jeśli chodzi natomiast o pracę wakacyjną to nadal nic.
Szukam…
 

czwartek, 24 czerwca 2010

6. czasu brak

Opuściłam bloga na dobry prawie miesiąc.
Nie miałam i nie mam po prostu czasu na pisanie niestety.
Skoro tylko czas sesji się skończył pozytywnie (wszystko zaliczone i dwa kilo mniej z wagi), nastał  zaraz czas ostatecznych poprawek pracy licencjackiej i urwanie głowy z szukaniem recenzenta.
Obrona tuż za pasem, czyli w bieżący poniedziałek.
Nie ukrywam że mam stracha, bowiem nieźle przekroczyłam dopuszczalny limit stron, i może być różnie z opinią szanownego recenzenta w recenzji.
Poza tym całym sajgonem uczelnianym rozpoczęłam szukanie pracy na wakacje.
Złożyłam ponad 20 cv, odzew na razie z jednego tj. sklepu z odzieżą męską, ale to też nic pewnego gdyż mam czekać na wiadomość do piątku.
Mówię wam można zwariować.
XXX
Powinnam wrócić do blogowego świata po obronie.
Jak na razie więc uzbrójcie się w cierpliwośc i trzymacie kciuków za mnie.
A tak w ogóle…
Idalia to nie to samo co kiedyś Karia…
  

czwartek, 27 maja 2010

5. chwila przerwy

Kochani, wybaczcie nieobecność.
W tej chwili jestem okropnie zdenerwowana i nawet nie wiem ile to jest dwa plus dwa.
Jutro bowiem mam ciężki egzamin i już teraz zaczyna mi się lekka panika.
XXX
Lekka panika jak wiadomo charakteryzuje się omamami różnego rodzaju, a głównie ze zwidami dotyczącymi profesora prowadzącego egzamin. Mam wizję że się potykam po wejściu przez drzwi i leżę jak długa u stóp profesora, a on się lekceważąco śmieje i odsyła mnie z dwóją za brak równowagi.
Tudzież dręczy mnie wizja że w momencie wejścia, uderzam osobistość naukową drzwiami, gdyż ów pan prof. lubi tak osobiście podchodzić do drzwi i zapraszać kolejne ofiary na rozmowę egzaminacyjną.
Nie zapominam również o wizji, gdzie dostanę pytania o ideologią poetycką siostry matki ojca z pierwszego małżeństwa nieślubnej ciotki Herberta.
Ciężka panika natomiast to stan tożsamy z depresją, a charakteryzujący się tym, że na każde słowo „egzamin” dostaje się gęsiej skórki i ma się objawy epileptyczne. Ów stan przybędzie do mnie niechybnie dnia jutrzejszego.
XXX
Tak więc uprasza się o mocne trzymanie kciuków rąk, nóg i wszystkiego innego.
Powracam do książek z panicznym okrzykiem na ustach: aaaaaaaaaaaaaaa!

piątek, 21 maja 2010

4.kwestia sesji

Z każdą sesją sprawa jest wielce dziwna.
Przychodzi mianowicie z zaskoczenia.
Niby nic nie zapowiada jej przybycia. Nie widać przecież wcześniej żadnych znaków na niebie i ziemi, które by można było utożsamiać z koszmarem zaliczeniowym. Normalnie się imprezuje, spotyka ze znajomymi czy randkuje.
Nie czyta się żadnych lektur, bo co się spieszyć, jeszcze jest czas.
Nie robi się notatek, bo ręka będzie boleć.
Nie uczy się dat wydania tomików poetyckich Miłosza, bo na co to komu.
Dopiero, gdy egzaminatorzy podają terminy egzaminacyjnych zmagań intelektualnych, nadchodzi wielkie zdziwienie i rozczarowanie.
Jak to sesja?
Znowu?
Przecież z racji kryzysu miało jej nie być w tym semestrze…
XXX
I tak oto tydzień przed każdą sesją zaczyna się panika.
Książek, które trzeba przeczytać jako obowiązkowe z listy lektur, oczywiście już nie ma dostępnych bowiem w bibliotece, wszystkie wypożyczono bowiem wcześniej.
Notatek nikt ci nie pożyczy, bo oczywiście zaczyna grasować i zataczać coraz szersze kręgi zarażonych, złośliwa choroba „mam ale nie dam”.
Ba, nawet na ksero nic nie można odkserować bo tłok i ścisk niemiłosierny. Raptem wszyscy się rzucili na drukowanie opracowań, wybłaganych cudem (na rzecz postawienia piwa tudzież innego trunku wyborowego) od starszych roczników.
Jednakże czasem i pomoc starszych studentów zawodzi. 
Co zatem pozostaje?
Depresja i nieunikniona dwója w indeksie?
Oczywiście że nie !
W sytuacjach kryzysowych na pomoc spieszy Wikipedia i tajne streszczenia od życzliwych ludzi zgromadzone na chomikuj.pl.
Ważne przecież by się nie poddawać.
XXX
Sesja bowiem może zaskoczyć studentów.
Ale pokoleniowym obowiązkiem braci studenckiej jest przechytrzenie sesji.
Każdy sposób dozwolony.

poniedziałek, 17 maja 2010

3. złote rady babci

Starsi ludzie mają to do siebie że ciężko im przystosować się do nowych warunków obyczajowości i kultury naszych czasów. Niektórzy wciąż żyją tym co było kiedyś.
Moja babcia właśnie do takich osób należy…
I nie dochodzi do świadomości mojej babci fakt, że żyjemy już w wieku XXI i nieco się zmienił świat.
Może co prawda nie umieściłabym jej mentalności w średniowieczu.
Odpowiednim dla niej wiekiem byłby wiek XIX, kiedy to wszędzie panoszyła się cenzura.
Skąd mam takie przypuszczenie?
A poniekąd z jej złotych myśli którymi raczy mnie i mojego brata kilka razy dziennie.
XXX
Kiedy oznajmiałam że spotykam się z jakimkolwiek chłopakiem (dajmy na to raz na tydzień), to słyszałam pełen potępienia głos babciny:
- Dziecko kiedy ja byłam w twoim wieku to z dziadkiem się spotykaliśmy raz na trzy miesiące!
Mało tego. Babcia twierdzi że spotykając się z kimś raz na tydzień narzucam mu się.
-Dziecko bo ty sobie złą opinię wyrabiasz! I nikt nie będzie chciał się z tobą spotykać potem! I zostaniesz starą panną!
Bo trzeba wiedzieć iż:
-Najwyżej na godzinkę dwie się umów, to cię będzie potem szanował że masz swoje zdanie, ale żeby na cały dzień???
Dopowiadając jeszcze fakt że:
 -Dziecko ty nie śpiesz się w ogóle z niczym, bo faceta nigdy w życiu do końca nie poznasz! I za młodzi jesteście!
Kiedy słyszę ten argument chce mi się śmiać, gdyż sama babcia w wieku 20 lat wyszła za mojego dziadka po 3 miesiącach znajomości no ale wtedy:
-To były inne czasy, zupełnie inne czasy! Trzeba było zakładać rodzinę by przeżyć!
Jeśli natomiast chodzi o kwestię odwiedzin jakiegokolwiek chłopaka w jego domu rodzinnym to zapomnij!
-Dziecko to zło jeździć do mieszkania chłopaka! Ja NIGDY nie byłam u twego dziadka sama, zawsze mi ktoś towarzyszył! Nie jedź tam nigdy bo to grzech!
Ach jak dobrze wiedzieć że przekroczenie progu domu gdzie mieszka jakikolwiek mężczyzna  przysporzy mi więcej ognia do piekielnego kotła gdzie się smażyć niechybnie będą według babci.
Może najlepiej zmienię orientację bo w końcu:
-Dziecko pamiętaj, chłopaki nic nie robią to lenie, całe życie będziesz na niego robić, aż ci obrzydnie to małżeństwo, dziecko wiem co mówię!
XXX
Mój brat jest raczony uwagami o odmiennej treści, gdyż jego życie towarzyskie jest zerowe, ku uciesze babci, a jedyna forma rozrywki jest komputer.
-Ł. nie graj tyle bo ci oczy wyjdą i uciekną, przed tobą całe życie!
 albo:
-Ł. dziecko drogie opamiętaj się z tym telefonem, odłóż go bo ci wybuchnie!
tudzież;
-Ł. na litość boską wyłącz komputer bo się popsuje jak tak będziesz ciągle na nim siedział.
XXX
Mówię wam, nie łatwo z takimi złotymi radami wytrzymać. Czasem mam ochotę odszczeknąć babci jakąś łaciną podwórkową co myślę na temat jej uwag.
Jednak zawsze się jakoś powstrzymuje bo szacunek do rodziny trzeba mieć.
Mogę jedynie mówić po raz enty:
- Babciu teraz są inne czasy…
Wiedząc i tak że mi powie:
-Dziecko ty o życiu nic nie wiesz, NIC.