piątek, 16 lutego 2007

…w oczach…

Po trzech tygodniach nieobecności, spowodowanej brakiem zajęc w wiadomym miejscu, dziś wreszcie nadejdzie moment, kiedy spojrzę komuś w piwne oczy…
Co w nich zobaczę? Nie wiem…
Ale te 2,5 godzin przeznaczone na angielski kurs nie będą stracone. Bo będzie ktoś blisko siedział…
Tęskniłam…za tym.
XXX
Film ze studniówki to po prostu bajka-można spokojnie wysłac do „Śmiechu warte „, gdyż słowne wygibasy i pląsy tanecze mej klasy zasługują na nagrode najwyższej jakości.;p
  
…spytam się gwiazdy, co droge wskazac błądzącym ma…

wtorek, 13 lutego 2007

…echo moje…

Czas jako pojęcie rzeczywiście względne płynie bardzo szybko i jeśli się nasza profesorka nie pomyliła w obliczeniach za 80 dni czeka mnie matura…
I tu pomińmy na razie tę kwestię chwilą milczenia…
XXX
Były ferie, i już po nich…
Czy odpoczęłam?
Sama nie wiem…bo wątpię czy rozmyślanie w kółko o jednym i tym samym mogło byc zajęciem relaksującym…
Pomijając fakt, udokumentowany na wadze, że schudłam 2 kilo, to nie zmieniłam sie tak bardzo po tych 2 tygodniach.
Myśli, sny, obawy…czy wreszcie coś sie wyjaśni, czy wreszcie się czegoś dowiem…
Że zakochalam się szczęśliwie…i czy będę znowu będę dla kogoś kwiatuszkiem, skarbem..
Tym razem tak na poważnie bez daty ważności z góry narzuconej…
XXX
Swoją drogą to klasowa społecznośc kryje w sobie wiele osób niezbadanych i niepoznanych przez niektórych. Bo nagle ktoś, kto byl dotąd jedynie osobą z dziennika przed Tobą, może okazac się całkiem sympatycznym towarzyszem rozmów.
Pomijając sadystyczne upodobania i skłonności do sekcji zwłok.
3 lata liceum i nadal niespodzianki miłe…
  
…czy ja wyglądam na lalunię??? Bo znowu ktoś użyl tego psedo-określenia w stosunku do mojej osoby…
XXX
Walentynki?
Bez niespodzianek..to widocznie nie ten czas…jeszcze…

piątek, 9 lutego 2007

…Walentynki-tym razem inaczej?…

Jak dotąd każde niby to komercyjne święto roznosicieli serduszkowych kartek i pluszowych misiów z napisem „I love” traktowałam normalnie.

Dzień, jak co dzień…nic specjalnego…

Tylko może trochę więcej bałaganu w sklepach, bardziej tłoczno na ulicach od ściskających się par. Spojrzenia świecące inaczej niż zwykle, przepełnione żarem i wyznaniami ukrytymi…
Zamiast tradycyjnych piosenek o różnorodnych kontekście i znaczeniu częściej słychać w centrach handlowych i w radiu pasjonujące zmiennością tonacyjną w głosie wykonawców piosenki typu: ”All you need is love”…

Mniej nieśmiałości, kolejne, odnalezione się w narastającej tego dnia odwadze osoby szczęśliwe…
XXX
Dla mnie Walentynki były jednak dziwne, niespecjalne,…dlaczego? Bo nie byłam zakochana…nie czułam tego wiatru dodającego skrzydeł…
XXX
Teraz jest inaczej…

Wzięło mnie…to już wiem..

Tego płomienia nie da się ugasić..jest gdzieś głęboko, w sercu…

 …i czeka na drugi płomień, o tej samej mocy…by wreszcie trysnął angielskimi iskrami tak, jak w święta…na nowo..
  
…moja miłośc to mój ciężar…

środa, 7 lutego 2007

…będzie to, co musi być…

Emocje nadal nie dają mi zawygraną, i coraz bardziej robią mi bałagan w głowie.
 Jakby nie mogły przyjąć do świadomości, że akurat teraz to chciałabym zająć się wreszcie biologiczną i polonistyczną stroną życia, gdyż perspektywa zbliżającej się matury wydaje się być coraz bardziej realna…
 
Ale gdzie tam…                                                                                                         
 
Z braku widoku wiadomej osoby zaczynam wpadać w dziwny trans i zwyczaj szukania po Internecie zdjęć jego szkoły i klasy, i wpatrywania się maślanym wzrokiem na jeden bardziej wyraźny niebieskawy kontur człowieczy, z dziwną miną zaskoczenia w tle.

Oczywiście nie mogło odbyć się bez osądzenia angielskiego wizerunku ze strony braciszka, który stwierdził, że mu to on z daleka wygląda na kogoś o wątpliwym charakterze, i jeśli ma być szczery to jako rodzinna bezstronna osoba, mi zabrania utrzymywania jakichkolwiek kontaktów z kolegą angielskim.

Po tej kwestii zatkało mnie wsposób dosłowny…

Ale chyba nie będę bardzo nierozważna, jeśli złota radę brata zatrzymam w wielkim poważaniu i kiedyś wykorzystam przeciwko niemu?
XXX
W międzyczasie feryjnym zapisałam się z dobrymi postanowieniami wzięcia się za siebie i swoją edukację, na dwa intensywne kursy.
Polski się już zaczął…i już na pierwszych zajęciach wysnułam wzniosek na przyszłośc-nigdy nie usiąde przy kaloryferze na gaz.
Bo za bardzo wesoło to mi nie było po tym doświadczeniu bliskości kaloryferystycznej przez 3 godziny…
  
…kto powiedział, że będzie łatwo? Nikt…a na pewno nie cierpliwośc…

sobota, 3 lutego 2007

…mieć nerwy na rodzeństwo…

Niektórzy sobie pomyślą, że nie ma to jak mieć młodszą siostrzyczkę, braciszka, by się nimi opiekować, zabawiać, i chwalić koleżankom, kolegom, że umiemy się kimś zajmować wyjątkowo…
Zwykle bezinteresownie, tylko czasem z łagodnym przymuszeniem, i wręczaniem łapówek ze strony dorosłych…

Tylko, że posiadanie rodzeństwa, XXI-wiecznego rodzeństwa, wychowanego na grach komputerowych, i telewizji, to już inna bajka…
Przesadzam, wiem, bo przeciez nie każde rodzeństwo daje się we znaki…ale…
Ja z przyczyn wyższych zostałam skazana na towarzystwo pewnego osobnika płci męskiej, którego obecność muszę tolerowaćj uż od 16 lat z kawałkiem…i już się pogodziłam z faktem, że zawsze jak na niego za głośno wrzasnę, to się muszę ugryźć w język.

I to nie jest grzeczny już ten sam młody człowiek, któremu można rozkazywać i mówic, co ma robić…Minęło już 16 lat życia, pełnego złości, i energii, uporu by postawić na swoim, który ten czas daje się już wszystkim we znaki…

Marudzę? Narzekam? W sumie przyzwyczaiłam się już, do wybuchów ataków wściekłości, dąsów z powodu niemożliwości dojścia na komputer,…ale żeby krzyczeć na mamę i babcię to przesada,…Bo prawda jest taka,że my się już go czasami boimy, więc co innego pozostaje?

Ustępowanie z łagodna dozą kompromisu…Na szczęście by nie zwariować do końca, tata umie zapanować nad wybrykami i zachowaniem mojego brata. I dzięki temu jest normalnie,…

Tylko ile jest takich rodzin,gdzie brak jest obecności silnej, mocnej ręki, i dzieci włażą rodzicom na głowę jak chcą? Wina dorosłych? Rozpuścili swe pociechy jak były młodsze?

 
…kolega z angielskiego? Nadal przyjaciel…ale ja poczekam…

środa, 31 stycznia 2007

…posłuchać mam serca?..

Nie spodziewałam się, że to przyjdzie tak nagle…

Myślałam, że mam jeszcze czas nadogłębniejsze poznanie, zaufanie, czy po prostu zakochanie się…

Ale kiedy poczułam bardzo mocne walenie mego organu wewnętrznego gdzieś w środku mnie, kiedy dotknęłam jego ręki,przestałam się okłamywać, że to mi się tylko przewidziało.

Niby nic dziwnego nie ma w tym,co piszę, bo przecież ile to razy na sekundę ktoś komuś na świecie przyznaje się,że go kocha. Liczby mogą lawirować na granicy milionów wyznań na minutę.

Tak, tylko ze mną było do tej pory zawsze tak, że zakochiwałam się nieszczęśliwie, bezowocnie, bez wzajemności. Więdłami usychałam na przestrzeni kolejnego zauroczenia. I t  w końcu przyzwyczaiłam się do tej myśli, że taki widocznie mój los musi być.

Czy uświadomiłam w tym, co czuje mojego kolegę z angielskiego? Nie..Jeszcze nie…boję się mu powiedzieć. Co pomyśli,jak zareaguje? Co powie? Czy nie szuka on na razie jedynie przyjaciółki?

Wiem, że on podobnie jak ja długo rozpamiętywał przeszłościowe wydarzenia, długo nie mógł zapomnieć..o swojej poprzedniej miłości…I chce mieć kogoś bliskiego ale nie w kategorii deklarowania jak razie niczego…Chciałby,bym po prostu była.

Mało jak dla zakochanego serca? Cóż przynajmniej na razie musi wystarczyć,…bo wierzę, że tym razem los nie zrobi mi psikusa, że szczęście uśmiechnie się do mnie.

Bo dla niego jak i dla mnie nasza znajomość jest traktowana na poważnie.
  
…dłoń. która policzek pali…

piątek, 26 stycznia 2007

…moje szczęście roztrzepane…

Dziwnym zbiegiem okoliczności mam nieporównywalne szczęście do piłek na wf, w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Po prostu mam wyjątkową mozliwośc zapoznawania się z tymi przedmiotami bliżej, mniej więcej na wysokości nosa,lub brody…
I nie wiem jak bym uważała, i unikała potencjalnego uderzenia, i tak zawsze ja dostanę.
Tylko co na to mój biedny nos, tyle razy już potraktowany tak brutalnie. ..I gdyby to jeszcze było tak proporcjonalnie rozłożone-że raz w jedną, raz w drugą stronę…Takie ułożenie by miało możliwości regularnego ustawiania na poprzednie miejsce mojej chrząstki nosowej.
Ale gdzie tam.
Większe szczęście ma strona lewa…
XXX
Jak ja kocham prezentacje tematyczne z ewolucji poszczególnych grup organizmów…zwłaszcza, jak mam przygotowac pewną gromadę zwierząt do wspólnego omawiania z Babolem.
Jak zacznie wywody, i się nakręci to nic jej nie zatrzyma…
Nawet dzwonek.
  
…”przykro mi…Zobaczymy się dopiero na angielskim”
Czyli krótko mówiąc kolega nie mógł się zwolnic się i poświęcic 3 godzin lekcyjnych na tego poloneza wyjątkowego.
Szkoda…:(