Zmęczona, ale szczęśliwa…bardzo szczęśliwa.
Nie wyspałam sie co prawda za bardzo,jeśli 1,5 godziny drzemki można uznac za organizmalny wypoczynek po 8 godzinnym tańczeniu, ale nie żałuję.
Widok całej, warzywnej klasy bawiącej się jak nigdy w ciasnym, klubowym pomieszczeniu, życzenia, całusy, śmiech…
Warto zarwac jedną noc, dla uczczenia poterminowej 18-stki.
Nie zabrakło też łez, podczas wymierzania przysłowiowych klapsów…ale były one całkiem słuszne, biorąc pod uwagę, że o godz. 12 w nocy trudno jest wycelowac skórzanym pasem prosto w tylna częśc ciała. A łatwo oberwac po nerkach, czy udach…co do przyjemnych wcale nie należy…
Życzliwe podrzucanie, i podnoszenie połączone z kręceniem w kółko przez wybitnie inteligentnych kolegów potraktowane, jako rodzaj celebracji pełnoletniej, przyjęłam całkiem bez głośnie…
poza paroma „aaa”, kiedy przestałam się orientowac, gdzie jest najbliżej podłoże ziemskie, i czemu nie działa na mnie jeszcze prawo grawitacji.
poza paroma „aaa”, kiedy przestałam się orientowac, gdzie jest najbliżej podłoże ziemskie, i czemu nie działa na mnie jeszcze prawo grawitacji.
Oczywiście fachowa obsługa ochroniarska, udaremniła pewnych nieprzyjemnych incydentów, no bo nie ma przecież jak „faceci w dresach”
XXX
Prezenty, prezenty, biała róża, korale, perfumy, jakiś naszyjnik i nowa książka Musierewiczowej…:)
XXX
Najbardziej jednak cieszę się z faktu, że moje obawy okazały się tylko domysłami…w końcu komórka to nie perpetum mobile, i nie zawsze odbierze wszystkie smsy.
Wzrok, uśmiech, spojrzenie…
Dwa wolne tańce…
Kiedy przytuliłam głowę do jego ramienia, poczułam sie bezpieczna…całkiem bezpieczna.
…nieświadome są losy człowieka, nabazgrane przez palec angielskiego przypaku…