niedziela, 17 września 2006

…biologicznie po łacinie…

Weekend jak sama nazwa wskazuje powinien byc czasem odpoczynku umysłowego, po ciężkim tygodniu w szkole…
Taa, tylko,że w klasie maturalnej żadne ulgi juz nie przysługują…
Więc siedzę sobie inteligentnie przed kartą papieru ,na której są napisane 72 słowka medyczne po łacienie i próbuję je zrozumiec…
W międzyczasie nie mogąc się skupic, słucham razem z innymi sąsiadami rozkręconego na cały regulator radia, znajdującego się na oknie w sąsiednim bloku…
No lubię się uczyc słuchając muzyki, ale przy łacinie nawet najdelikatniejsze brzmienia plączą mi „salivalis” z „priopusem” i ” alventalisem”
W końcu nie jestem Einsainem…
   
…a cztery wypracowaniia wędrują do kolejnej sterty papierkowej roboty:)…

piątek, 15 września 2006

...nietypowe imieninki...

Dziękuje wszystkim za życzenia (mówię to mojej kochanej klasie) :P Wiem, że dzisiaj nie ma Katarzyny, ale ja zawsze muszę byc odmienna.
Wszyscy mi życzą pomyślnego zdania matury, dobrego, bogatego męża, i dwójki dzieci..
 No dobra pomyślimy o tym  później…;p
 Naprawdę było bardzo miło , wszyscy mnie wycałowali – niektórzy po dwa razy;pp-
i, nawet facetka od wf była miła mimo, że miałam z nią często na pieńku, bo nie chodziłam zbyt często na jej lekcje.
Nawet w sumie zjedzony kilogram cukierków został poświęcony w dobrej intencji;p
jeszcze raz wielkie buziaki;*
  
…gdyby wspomnienia zataic w mroku przeszłości, wszystko byłoby inaczej…

środa, 13 września 2006

…skazana na wspomnienia…

Myślałam, że zapomnę o tym, co było…Myslałam, że odkocham się tak szybko jak sie zakochałam…
No cóż…nie zawsze jest tak jak tego chcemy…im bardziej na coś czekamy, tym to wydaje sie odleglejsze, niedostępne i za trudne…
Już od ponad 2 lat M. jest obecny w moich myślach, i nie wiem jakbym próbowała, nie mogę go wyrzucic precz…a nasza znamomośc trawała tak krótko…2 tygodnie było na serio, potem zaczęliśmy się bac, tego ,co może byc, i koniec…
Zostało jednynie echo przeszłości, które wraca za każdym razem, gdy patrzę na ten cholerny aotobus..i jeszcze zdjęcie zrobione przez moje 2 rąbnięte przyjaciółki..
.i tak patrzę na to zaskoczenie i zdziwnienie na zdjęciu i myślę sobie co on czuł, jak został tak brutalnie napadnięty…
…pytanie, które na zawsze pozostanie bez odpowiedzi…
 
…lost…

niedziela, 10 września 2006

…zaraz zwariuje…

Wczoraj łaskawie sie dowiedziałam, że tych wypracowań ma byc 5 , nie 4. tylko cholera kiedy ja mam to niby napisac????
I to już na poniedziałek??
…mam dosyc, tego zakichanego LO i tego okropnego roku szkolnego i tej mojej przyszłorocznej matury i wszystkiego jeszcze po trochu…
 
…mówią przyjdzie czas, ze ta burza ustanie…

piątek, 8 września 2006

…dar empatii…

Są osoby, potrafiące współodczuwac myśli, nasrtoje, oraz uczucia innych ludzi.
 Z jednej strony wygląda to bardzo interesująco- można od razu się skapnąc kto lubi kogo, lub jak ja sama jestem postrzegana przez innych…i co sobie oni o mnie myślą.
Ja sama posiadam taką umiejętnośc…Zwykłe spojrzenie, czy gest znaczy dla mnie bardzo wiele, bo mówi do mnie ( choc nie w sposób dosłowny) przeczucie…
Teraz też wiem, że tamta historia z M. mogłaby skończyc się szczęśliwie, gdyż wiedziałam, że to coś więcej niż fascynacja i zbzikowanie. Jedno odczucie strachu, obawy wystarczyło, bym wszystko popsuła…i uciekła…
Chociaż nie zawsze empatia jest przydatna…
Pewna moja koleżanka, przyjaźniła się z kumplem. Ja wiedziałam i mówiłam ej, że czuję,że ten akurat koleś coś lubi ją nie jako przyjaciółkę ale jako dziewczynę..
Ona wciąż jednak uważała go za kumpla, swego powiernika, i tak ciągnęło się parę miesięcy, aż tu ona informuje mnie, że nie wie co ma robic, bo się właśnie dowiedziała czegoś, czego nie powinna…
…i nagle nie wiadomo dlaczego pretensje do mnie,że jej wywróżyłam…
 
…dobrze, że nie jestem wizjonerem, to za bardzo stresująca umiejętnosc…

czwartek, 17 sierpnia 2006

…stand by myself…

Dzisiaj pewnie znowu jadę na działkę, w poszukiwaniu tym razem weny do napisania tych prac…
Apropo rodzinki- zostałam brutalnie obudzona o godzinie 6.30 telefonem od dziadka, który postanowił poinformowac mnie o świetnej nowinie- znalazł w lesie mnóstwo grzybów i twierdzi, że inni grzybiarze mogą się schowac przy nim…
poza tym dowiedziałam się, że  wypompował całą wodę ze studni, więc nasz kochany sąsiad nie ma czym podlewac. Apropo sąsiada- to ten sam, co kiedyś polewał mojego dziadka wodą ze studni. Teraz zmienił taktykę- przy samej siatce postanił 5 butli z propanem butanem…nie twierdzę, że są one jedynie dla ozdoby…
zapomniałam dodac, że tata postanowił brac udział w konkursie fotograficznym organizowanym prze Toye bodajże. Sfotografował pewien zwiszający sandał w pociągu (jak wracaliśmy  z Częstochowy ) ,który powiesili zmęczeni pielgrzymi by się wywietrzył.
minusem było tylko to, że ten sandał dyndał obok nas, ale byliśmy kulturalni i wyrozumiali i nic nie rzekliśmy;p
            
…zdjęcie jest super (sandał oczywiście), może mi się uda je zamieścic..

środa, 16 sierpnia 2006

...

Nasza kochana wychowawczyni ( która na dobra sprawę jest jednocześnie nauczycielką od polskiego) wymysliła sobie, że każdy z klasy musi napisac 4 wypracowania podczas wakacji, na tematy, które rozdała przed samym końcem roku szkolnego.
tematy niby nie są takie złe, ale czy 18 osoba o zdrowych zmysłach, jest w stanie napisac cokolwiek w czasie wakacyjnym?
No właśnie…to było pytanie retoryczne…
Więc zbieram się do tej ciężkiej pracy umysłowej , ale coś marnie mi wychodzi…
…czekam na WENĘ…
apropo, przez to , że komputerek nie chciał nagrywac i odtwarzac płyt , wylądował w naprawie…tylko teraz muszę się męczyc z odszukiwaniem gg moich znajomych, które to numery zostały skasowane…cudownie
 
…powstaną z gruzów, popiołów,
których nie rozwiał wiatr;
o smutnej ich historii
będzie pamiętał świat,
zjawią się na swoim miejscu,
jak za dawnych dni-
szklanych okien blask
ponownie w słońcu lśni…
< refleksja o tragedii z 11.09.2001 >